RSS
 

Archive for the ‘kuchnia’ Category

Mięso kontra mięso czyli czy można wierzyć naukowcom?

01 May

Traktowani jak prawdziwe współczesne wyrocznie faktycznie wydają się mieć więcej wspólnego z wyroczniami, paranauką i magią niż z prawdziwą, encyklopedycznie pojmowaną nauką. Po ostatniej serii sprzecznych doniesień na temat diety (casus, o których mowa opiszę za chwilę) stwierdziłam, że w żadną publikację, w której ktokolwiek powoła się na naukowców, nie uwierzę. Będę czytać tylko te teksty, w których wnioski oparte są na indywidualnych doświadczeniach – choć oczywiście im też nie można wierzyć. Naukowcy coraz częściej gubią się w sprzecznych stwierdzeniach, coraz częściej przekonują nas do wniosków wyciąganych na podstawie wyrywkowo prowadzonych nierzetelnych badań, które w świetle stwierdzenia Galileusza („nagromadzenie danych to nie jest jeszcze nauka”) wcale nie są badaniami, które na dodatek w świetle tego wszystkiego czynią ich (tych państwa zajmujących się niby nauką) pseudo naukowcami. Coraz częściej w odniesieniu do tego środowiska mam zresztą ochotę używać cudzysłowu albo dodatku tzw.: tak zwani naukowcy stwierdzili ostatnio bla bla bla…..

Casus czerwonego mięsa

Zwróciłam nań uwagę, bowiem sprzeczne doniesienia na temat jedzenia mięsa pojawiły się mniej więcej w odstępie jednego tygodnia. Czas był na tyle krótki, że pamiętałam jeszcze doskonale stan wzburzenia po lekturze wyników tzw. badań (jak się za moment przekonacie – mam nadzieję – badaniami tego nazwać nie można).

Mięso zabija

Jak dowiedzieliśmy się całkiem niedawno naukowcy z Harvardu po przeprowadzeniu „kompleksowych” (specjalnie posłużyłam się cudzysłowem) badań około 120 tysięcy osób doszli do wniosku, że jedząc czerwone mięso narażamy się na przedwczesną śmierć. Ryzyko miało rosnąć wraz z każdym zjedzonym befsztykiem. W sieci i w mediach zawrzało. Pojawiły się alarmujące tytuły – samograj np. dla zwolenników diety wegetariańskiej. Na koniec nieliczne medialne dementi (nieliczne, bo żaden z fachowców odnoszących się krytycznie zarówno do doniesień medialnych jak i samych badań z prawdziwą nauką mających niewiele wspólnego) pokazały, że to czym nas straszono jest nieprawdą, ale jak zapewne doskonale wiecie akurat te informacje do mediów już się nie przebiły, bo po co? Całą sprawę dość fajnie (przejrzyście, klarownie i zrozumiale dla zwykłego czytelnika) opisała na swoim blogu pani Katarzyna Kulma >>> http://katarzynakulma.blogspot.com. Polecam również lekturę innych tekstów jej autorstwa.

Wracając do mięsa i mediów: nie minął tydzień, gdy dowiedzieliśmy się, że:

Jedzenie kotletów zapobiega depresji

A ich niejedzenie przyczynia się do powstania tej choroby. Na jakiej podstawie to stwierdzono? Tym razem przebadano ponad tysiąc kobiet. Okazało się, że panie, które nie jedzą czerwonego mięsa (i niekoniecznie pozostają na diecie wegetariańskiej, wystarczy że ograniczają się do jedzenia drobiu i ryb) dwukrotnie częściej niż kobiety nie stroniące od wspomnianego w śródtytule kotleta mają depresję, nerwicę i stany lękowe. Dlaczego tak się dzieje? Tego nie stwierdzono. Tu ponownie przypomina mi się zdanie Galileusza „nagromadzenie danych to jeszcze nie nauka”.

Wnioski

Moje wnioski są następujące: w żadnym wypadku nie należy wierzyć większości medialnych doniesień. Media przesadzają, nie potrafią odczytać prawidłowo wyników badań ani nawet płynących z nich wniosków (te z reguły prezentowane są dość czytelnie więc tym bardziej trudno zrozumieć niefrasobliwość czy wręcz ignorancję mediów). Nie można też wierzyć większości badań a na pewno nie należy podchodzić do nich w pełni bezkrytycznie. Naukowcy, w pościgu za kolejnymi grantami, wymyślają coraz większe bzdury i zamiast skupić się na prawdziwej nauce: odkrywaniu, wynajdywaniu, udoskonalaniu, przetwarzają w kółko te same dane i co gorsza z przetwarzania tego nic dla nas nie wynika. Czy wynika dla naukowców? Cóż, pewnie mogą starać się dzięki temu o kolejne granty.

 

Pić czy nie pić? Oto jest pytanie

20 Feb

Postanowiłam jeszcze na moment wrócić do kwestii związanych z alkoholem. Wiadomym jest, że na każdej diecie radzi się go unikać. Pijemy go na co dzień (a raczej przy niektórych okazjach) ale na dobrą sprawę, sądząc po ogólnikowych i bardzo autorytarnych wypowiedziach lekarzy i dietetyków, powinniśmy go unikać. Koronnym argumentem jest w tym przypadku oczywiście zdrowie, ale w wielu publikacjach spotkamy się też z kategorycznymi stwierdzeniami, że alkohol tuczy i nie powinniśmy pić go w ogóle. Oczywiście wszystko co jest spożywane w zbyt dużych ilościach może nas utuczyć, albo doprowadzić do totalnego wychudzenia i wyniszczenia (paradoksalnie tak właśnie może działać alkohol i tak właśnie działają wszystkie monodiety!), ale zachowując umiar czy też znajdując słynny złoty środek nie zaszkodzimy sobie to pewne.
Ponownie odwołam się do badań. Tym razem przybliżę wam wyniki dwóch eksperymentów. W pierwszym stwierdzono, że kobiety, które nie unikają alkoholu (spożywają go w umiarkowanych ilościach) tyją mniej niż panie będące zdeklarowanymi abstynentkami. W drugim natomiast wzięto pod lupę kilka gatunków alkoholu próbując ustalić, który z nich w najmniejszym stopniu wpływa na hormony i enzymy pod wpływem których pojawia się uczucie głodu (znacie zapewne popularne stwierdzenie, że alkohol wzmaga apetyt prawda?).

Umiarkowane picie powstrzymuje tycie


Stwierdzenie użyte w nagłówku jest oczywiście ogromnym uproszczeniem, ale tkwi w nim ziarnko prawdy, przynajmniej tak wynikałoby z badania przeprowadzonego przez zespół naukowców z Bostonu. Badacze przez 13 lat obserwowali ponad 19 tysięcy kobiet. Panie te, w momencie rozpoczynania badania były w wieku 39+ i miały normalną wagę. W okresie obserwacji, czyli przez 13 kolejnych lat kobiety te stopniowo tyły, ale (uwaga!) najwięcej utyły te panie, które w ogóle nie piły alkoholu (żadnego, w żadnych okolicznościach). Najmniejsze wzrosty wagi zaobserwowano u kobiet spożywających normalne, umiarkowane ilości alkoholu przy czym zaobserwowano zależność pomiędzy ilością wypijanego alkoholu a ilością nadmiarowych kilogramów. Co ciekawe nawet osoby aktywne pijące najmniej lub nie pijące w ogóle i tak najwięcej przybierały na wadze. Wśród pań tyjących najmniej przeważały miłośniczki czerwonego wina. Jaki z tego wniosek? Może od czasu do czasu warto wypić lampkę? Jak się za chwilę okaże może to być związane z poziomem kortyzolu w organizmie, który po wypiciu wina spada, co ma przełożenie na odkładanie się tłuszczu.
Naukowcy postawili przy okazji ciekawą hipotezę głoszącą jakoby wino czy też raczej zawarty w nim alkohol był nieco inaczej przetwarzany przez wątrobę. Jeśli pijemy je w miarę regularnie tzn. jeśli go nie unikamy wątroba przetwarza ten alkohol w energię cieplną, a nie w zbędny tłuszczyk. Dodatkowo stwierdzono też, że osoby nie stroniące od czerwonego wina miały mniejsze tendencje do spożywania węglowodanów, co też jest nie bez znaczenia. Zwróćcie uwagę na fakt, iż współcześnie już coraz częściej pojawiają się głosy (na szczęście!), że to węglowodany są głównymi sprawcami plagi nadwagi i otyłości.
Dodam jeszcze, że przy okazji podkreślono, że to czerwone wino jest swoistym blokerem otyłości, inne alkohole już tak nie działają. Nie wiadomo też, jak wygląda sytuacja w przypadku mężczyzn. Panów pod tym kątem nie badano.

Piwo kontra wino

To czy i jak bardzo będziemy głodni zależy od rodzaju trunku jakim się uraczymy. Naukowcy australijscy skupili się niestety jedynie na piwie, czerwonym i białym winie. Jak wygląda kwestia nieco silniejszych trunków nie wiadomo, ale jeśli chodzi o te trzy rodzaje napojów wyskokowych sprawa wygląda następująco: najlepiej apetyt hamuje białe wino, czerwone jest nieco bardziej zgubne, natomiast piwa lepiej unikać, bo po nim może nam się „włączyć” wilczy apetyt.
Badanie, o którym piszę, było dość ciekawe bowiem naukowcy skupili się w nim na badaniu poziomu hormonów (oś podwzgórze – przysadka – nadnercza) po wypiciu trunków serwowanych badanym osobom. Badano poziom kortyzolu i hormonu o nazwie DHEAS (siarczan dehydropiandrosteronu). Hormony te odpowiadają za apetyt, ale też uczenie się i wspomnienia. Do tego aby odczuć głód potrzebujemy kortyzolu. Jego brak praktycznie eliminuje to uczucie.
Badane osoby po kilkugodzinnym poście (pół dnia) wypijały podane im alkohole, przy czym badanych podzielono na cztery grupy serwując poszczególnym grupom: białe wino, czerwone wino, piwo zwykłe lub piwo light. W przypadku piwa jego „ciężkość” czy „lekkość” praktycznie nie miały znaczenia toteż w zasadzie można te dwie grupy potraktować jako jedną.
U każdej z osób, niezależnie od rodzaju wypitego trunku, niemal natychmiast spadał poziom kortyzolu co stłumiło uczucie głodu. Osoby te niejako zapominały o półdniowym poście. Kluczową rolę odegrało jednak stężenie poziomu DHEAS. I tak po piwie poziom DHEAS rósł bardzo szybko przez co bardzo szybko pojawiał się głód, po czerwonym winie spadały poziomy obydwu hormonów, ale ciało nie daje się oszukać na długo toteż stłumiony apetyt wraca również stosunkowo szybko. Jedynie białe wino całkowicie „wyłącza” hormony głodu. Zarówno kortyzol jak i DHES utrzymują się po nim na bardzo niskim poziomie toteż głód po jego spożyciu pojawia się najpóźniej i jest stosunkowo niewielki.

Mam nadzieję, że wyniki tych badań pozwolą nieco oddemonizować współczesne dietetyczne oblicze alkoholu.

Mam też nadzieję, że nie przyjdzie wam do głowy przestawienie się na dietę alkoholową, bo i o takiej słyszałam, a to jeden z najgłupszych i najbardziej szkodliwych dietetycznych pomysłów.

 

Masz ochotę na schabowego? Zjedz kabaczek…

10 Oct

Tytuł tego wpisu może nieco dziwić. Jak to? Schabowy z kabaczka? A co to w ogóle jest ten kabaczek? Takie pytania słyszę, gdy opowiadam znajomym o tym warzywie. Myślę, że więcej osób ma skromną wiedzę dotyczącą tego warzywa. A to źle, bo jest to doskonałe źródło witaminy C, PP i B1 oraz karotenu.

Zacznijmy może od tego, czym jest kabaczek. Otóż, jest to odmiana dyni zwyczajnej. Często spotykamy się z nią pod inną, lecz znajomą nazwą – cukinia. Co prawda, kabaczek i cukinia to praktycznie jeden gatunek, ale różnice w hodowli mogą spowodować rozróżnianie obu warzyw jako osobne.

Wystarczy tych ogrodniczych informacji. Przejdźmy do konkretów, czyli co możemy przyrządzić, wykorzystując kabaczek. A możliwości mamy wiele. Pragnę jednak poinformować czytelników, o wysokiej zawartości cukrów. Dlatego też, niżej opisane pozycje nie są najlepszym wyborem dla osób, które stosują diety ‘bez cukrowe’. Atutem jest jednak niska kaloryczność kabaczka, bo 100gr to tylko 15-20 kcal.

Dieta, zdrowe odżywianie.. Ile razy nachodziła nas ochota na tradycyjnego ‘schaboszczaka’? Panierowany kawał mięsa, do tego smażony na smalcu to danie bardzo kaloryczne. Ale jest alternatywa. Zamiast schabu, możemy wykorzystać pokrojonego w grube plastry kabaczka. Przyrządza się go dokładnie tak samo, jak tradycyjną wersję. Panierujemy w bułce tartej i smażymy na oliwie z oliwek. Przygotowując to danie musimy pamiętać, aby z w pełni dojrzałych okazów wyjąć gniazda nasienne, które nie nadają się do tego dania. Wtedy powstają bardzo sympatyczne krążki. Danie pyszne i proste.

Sezon grillowy w pełni, a więc marsz na działkę rozpalać brykietem. Grill to fajna sprawa, ale nie każdy może (lub chce) zajadać się kiełbaskami, karkówką bądź innym mięsem. Dla wytrwałych w diecie również znajdzie się pozycja na letnie grillowanie. Na myśli mam oczywiście kabaczek! Tak, tak. Jest pyszny i łatwy w przygotowaniu. Wystarczy pokroić go w plasterki o grubości ok. 5mm. Tak przygotowane plastry skropić maggi i wrzucić na grilla. Po kilku minutach mamy świetne, a co ważniejsze, zdrowe danie. Oczywiście maggi to tylko moja sugestia, doprawić możemy wedle własnego uznania.

Kabaczkowy deser?

Skoro cukinia jest tak uniwersalna, to czy można przygotować deser z jej użyciem? Oczywiście, że tak. W którymś z numerów ‘Super Expressu’ (Wiem, wiem. Bardzo wartościowy tytuł…) znalazłem przepis na cukiniowego ananasa. Pewnie znowu, na waszych twarzach, zawitał uśmiech. Też tak zareagowałem za pierwszym razem, jednak po spróbowaniu tego przepisu byłem w szoku. Nie sądziłem bowiem, że może to być aż takie dobre. Nie jest to znowu bardzo lekkie danie, jednak czasami można pozwolić sobie na chwilę zapomnienia i zjeść kawałek. Przepis jest dosyć prosty. Potrzebujemy ok. 3kg obranej cukinii, 1 kg cukru, cukier waniliowy oraz kilka goździków i 3 łyżeczki kwasku cytrynowego. Z wody i kwasku cytrynowego przygotowujemy 1,5l zalewy na bazie wody. Zalewamy nią cukinie, a po upływie ok. 12 godzin odsączamy zalewę i dodajemy do niej resztę składników. Zalewę doprowadzamy do wrzenia i w tym momencie wrzucamy cukinię, którą wcześniej oddzieliliśmy od zalewy. Dosłownie po kilku minutach przerzucamy całość do weków, które należy pasteryzować przez kwadrans. Jest to doskonały dodatek do dań i ciast. Ale w tajemnicy powiem, że równie doskonale, a nawet lepiej sprawdza się jako samodzielny słodycz. Smak nie tylko przypomina ananasa, ale jest wręcz identyczny jak ów owoc.

Zimowa bomba witaminowa

Fakt faktem, na razie jest względnie ciepło. Ale już niedługo nadejdą jesienne deszcze, plucha. A wtedy najłatwiej o przeziębienie – równie łatwo jak w mroźne, zimowe dnie. Dlatego warto zawczasu zadbać o odporność organizmu. Świetnym rozwiązaniem wydaje się być sałatka zimowa. Oczywiście bazą do jej przygotowania będzie kabaczek. Przypominam, że jest doskonałym źródłem witaminy C – czyli tej, która odpowiada za odporność organizmu. Oprócz kabaczek, do sałatki należy wykorzystać cebulę oraz marchewkę. Warzywa te należy pokroić i odrobinę dosolić, a następnie zalać wrzącą zalewą przygotowaną z 1,5 szklanki octu, 1,5l wody, 300g cukru oraz ziela angielskiego i gorczycy. Składniki zawarte w tej sałatce doskonale uzupełnią braki witaminy C, a także innych potrzebnych składników odżywczych, potrzebnych szczególnie w porze jesienno-zimowej.

Dla osób, które zdrowe odżywianie obrały za styl życia a nie ‘doraźną kurację’, z pewnością skorzysta z wyżej wymienionych przepisów. Może nie są one idealnymi pozycjami pomagającymi zrzucać kilogramy. Natomiast, doskonale sprawdzą się jako zdrowe dania, dzięki którym utrzymamy wymarzoną wagę, bez odmawiania sobie doznań smakowych. Z całego serca polecam dania z kabaczka wszystkim, którzy wiedzą, co to jest zdrowie.

 
No Comments

Posted in kuchnia

 

Woda – kluczowy element?

16 Mar
Każda z nas chciałaby wyglądać jak modelka i stąd ten pęd do różnego rodzaju diet, do szybkiego i giętkiego wyglądu, zwłaszcza, że lato tuż, tuż. Tylko my osoby z dużą czy lekką nadwagą wiemy ile wyrzeczen wymagać musimy od siebie. Niektóre z diet pomagają nam usidlic nasze dodatkowe kilogramy, przynajmniej na jakiś czas, ale nie oszukujmy sie- wsztstko wymaga czasu, chęci i przede wszystkim samozaparcia. Wybór diety łączy się z przygotowaniem organizmu do jej zastosowania. Więc najpierw psychika, szczerze przed sobą musimy określić jak szybko chcemy zrzucić zbędne kilogramy i czy będziemy w stanie oprzec się pokusom czyhającym na nasze apetyty. Po pierwsze należy ograniczyć spożycie wszelkiego rodzaju cukrów a należy tu wspomnieć,że duża część produktów spozywczych takowe zawiera. Z daleka więc od słodkich napojów, tylko woda niegazowana i to w nieograniczonych ilościach. Właśnie owodzie traktuje dzisiejsza publikacja.
Woda jako źródło życia
Wiemy, że bez wody nie ma życia, organizm człowieka składa się w 70% z wody. Wiemy też,że bez jedzenia możemy przeżyć kilka tygodni natomiast bez wody zaledwie kilka dni.Woda reguluje nasze funkcje życiowe, jest rozpuszczalnikem substancji odżywczych, utrzymuje naszą temperaturę ciała w odpowiednich dla naszego organizmu wartościach. Jednym słowem jest dla nas niezbędna. W okresie stosowania jakiejkolwiek diety odchudzającej ma dla naszego zdrowia jeszcze większe znaczenie. Po pierwsze skuteczne wypłukuje toksyny zgromadzone w ciele człowieka, pozawla skutecznie je wydalać w pocesie odchudzania. W jakich ilościach należy  spożywać wodę w dużej mirze zależy od klimatu, pory roku i indywidualnego zapotrzebowania na wodę. Utrzymuję się, że dorosły człowiek powinien spożywać 1-1,5 litra wodzy dziennie. Zwracać uwagę na skład wody mineralnej, zawartość duża składników mineralnych np. sodu może bardziej zaszkodzić niż pomóc. Wysoka zawartość tego minerału mże spowodować nadciśnienie tętnicze i być powodem uszkodzenia niektórych organów np. nerek. Należy więc wybierać wodę mało zmineralizowaną.
Woda jako czynnik pomocny przy odchudzaniu
Diety odchudzające najczęściej polegają na spożywaniu większej niż zwykle ilości błonnika, który pomaga skuteczniej oczyszczać jelita, wzmaga ruchy robaczkowe w jelitach i do rozpuszczania błonnika niezbędne jest w odchudzaniu zwiększone spożycie wody. Woda mineralna przyśpiesza przemianę materii i tym samym szybciej pozwala na pozbycie się produktów tej przemiany jednocześnie przyśpieszając spalanie tłuszczów, tak ważnego czynnika przy stosowaniu diety.Na ogół spożycie wody mineralnej w naszym kraju jest bardzo małe. Powinniśmy pamiętać, że nie należy “napijać” się na zapas, wodę należy dozować organizmowi w niewielkich dawkach jednak często.
Woda a kalorie
Woda nie zawiera kalorii, zwiększone spożycie napojów innych niż woda nie poprawia efektów odchudzania, gdyż niektóre napoje odwadniają wręcz organizm, inne z kolei są kaloryczne, słodzone  w wysokim stopniu. Picie wody przed posiłkiem pozwala zmniejszyć łaknienie, mniejsze ilości pożywienia “znajdują” miejsce w żołądku, woda pita często w ciągu dnia nie zachęca do kalorycznych przekąsek w postaci paluszków, ciasteczek czy batoników. Zapełniony wodą żołądek to mniej chłonny i taki jest cel odchudzania.
Inna forma? Czy też efekt?
 

5 produktów, których lepiej unikać

13 Nov

Niezależnie od tego, czy jesteś na diecie odchudzającej, czy po prostu chcesz się zdrowo odżywiać, są produkty, które powinny jak najrzadziej gościć na Twoim talerzu. Poznaj wrogów zdrowego organizmu!

Cukier i słodziki

Cukier to produkt, który poza dostarczaniem energii nie daje nam nic więcej. Są to więc tzw. puste kalorie. cukier nie zawiera witamin, ani minerałów. Jest bardzo kaloryczny i zaburza homeostazę organizmu, poprzez wywoływanie wahań poziomu glukozy we krwi, a co za tym idzie – zaburza prawidłowe wydzielanie insuliny. Nadmiar cukrów w diecie to nie tylko nadwaga i problemy ze zdrowiem zębów, ale też ryzyko cukrzycy i innych chorób. Niebezpieczne są także słodziki, choć nie mają kalorii. Aspartam jest w organizmie rozkładany i przekształcany w niebezpieczne i toksyczne substancje.

Biała mąka

Podstawowa zasada zdrowej diety brzmi: im mniej przetworzone produkty, tym lepiej. Dlatego zdrowsza jest razowa mąka i jej przetwory, niż mąka biała. Warto wiedzieć, że produkty z białej maki są właściwie pozbawione witamin i minerałów, w przeciwieństwie do tych z mąki nieczyszczonej. To samo dotyczy białego ryżu, znacznie mniej wartościowego niż ryż brązowy.

Sól

Sól nieco żartobliwie nazywana bywa białą śmiercią, ale nie ma w tym dużej przesady. Choć nie szkodzi od razu, przede wszystkim wpływa na zaburzenia pracy układu krążenia i podnosi ciśnienie. Poza tym negatywnie wpływa też na pracę nerek, a także na nasz wygląd, bo sprzyja zatrzymywaniu wody w organizmie. Warto wiedzieć, że dieta bogata w sól (i glutaminian sodu) sprzyja powstawaniu cellulitu. Solone potrawy odbijają się też niekorzystnie na wyglądzie skóry.

Mleko

Wiele osób źle znosi mleko krowie, choć nie wie o swojej nietolerancji tego produktu. Tymczasem mleko jest produktem bardzo ciężkostrawnym, bo brak nam enzymów do jego przetwarzania. Lepiej więc korzystać z jogurtów, bo zawarte w nich bakterie neutralizują szkodliwe działanie mleka krowiego.

Nowalijki

Choć wydaje się, że warzywa i owoce to podstawa zdrowej diety, nie zawsze tak jest. Zdrowe są jedynie warzywa i owoce sezonowe, które są naturalnie dostepne o tej porze roku. Dietetycy zalecają więc, aby odżywiać sie zgodnie z naturalnym cyklem wegetacyjnym roślin. Oznacza to, że jabłka należy jeść od późnego lata, a sałatę, szczypiorek i pomidory od końca wiosny, gdy zdążą już dojrzeć. Tak zwane nowalijki są nie tylko drogie, ale też ubogie w wartości odżywcze. Nie brak też głosów, że ich spożywanie może sprzyjać powstawaniem nowotworów.

 

Trzy urządzenia, które ułatwią Ci odchudzanie

28 Sep

W odchudzaniu najważniejsza jest motywacja i silna wola. Tylko to pozwoli oprzeć się urokowi słodkich przekąsek i wielodaniowych obiadów. Ale dlaczego by nie ułatwić sobie utraty zbędnych kilogramów kilkoma inwestycjami? Oto trzy urządzenia, które zrewolucjonizują Twoją kuchnię!

W odchudzaniu nie zawsze najtrudniejsza jest rezygnacja z ulubionych, kalorycznych dań. Czasem najwięcej trudności nastręcza taka organizacja dnia, by dać sobie radę z kupieniem wszystkich wymaganych produktów i przygotowaniem dietetycznych potraw. Nie miałaś nigdy wrażenia, że autorzy diet przygotowują swoje propozycje dla kobiet, które nie opuszczają domowego ogniska? A Ty przecież ciągle gdzieś biegniesz, każdego dnia spędzasz w pracy tyle godzin… Na szczęście nowoczesne urządzenia stworzone są dla pracujących kobiet i ułatwiają im nie tylko odchudzanie, ale też zostanie mistrzyniami kuchni. Oto złota trójka kuchennych sprzętów. Read the rest of this entry »