Jeśli interesuje was tematyka odchudzania i macie konto na Facebook’u prędzej czy później na pewno w prawym sidebarze (reklamowym) zobaczycie reklamę zachęcającą do odwiedzin na pewnej stronie. Reklama brzmi bardzo zachęcająco, a całość ma uwiarygodniać fakt, iż w tle wyświetla się np. niby link do strony poradnikzdrowie.pl. Takich reklam jest więcej, mają też niby przekierowywać na stronę „gazetacodzienna”, jedna z reklam jest bez linku w opisie za to jej tytuł brzmi „rady dla zrzucenia wagi” lub jakoś bardzo podobnie.
Wkurza mnie bezczelność reklamodawców, bo fakt iż strony są naciągactwem (na abonament) już trochę mniej, a to z tego względu, że znam podobne praktyki z lat wcześniejszych. Na szczęście ja osobiście nigdy się na to nie nabrałam, ale przypuszczam, że i tym razem wiele osób złapie haczyk pozornie darmowych próbek.
Do rzeczy: co wkurza mnie najbardziej?
Znacie poradnikzdrowie.pl? To strona będąca własnością wydawnictwa Murator S.A. Wiarygodna, traktująca o zdrowiu, z reklamami oczywiście ale pojawiające się tam reklamy nigdy nie osiągną takiego stopnia bezczelności jak reklama na stronie (uwaga!) magazynspolski.com, czyli na stronie na którą przekierowuje nas facebook’owa reklama, o której piszę. Oto screen:
Ten niby magazynspolski bezczelnie podszywa się pod stronę Muratora, ale to jeszcze nie wszystko. Gdy klikniecie w reklamę zostaniecie przekierowani na quasi-portal. Portal ten mają uwiarygadniać logotypy znanych gazet (w innej wersji pojawiają się logotypy znanych stacji telewizyjnych z Polski i z całego świata) oraz szata graficzna. Roi się tam od zakładek, od doniesień, wiadomości na inne tematy, ale jedyny pełny tekst dotyczy african mango testowanego ponoć przez (uwaga!) dziennikarzy i polecanego jako cudowny lek na nadwagę. Właściwości odchudzających african mango odmówić nie sposób, ale takie ściemnianie jakie odbywa się na tej stronie jest po prostu mega bezczelne. Dodam, że żaden odnośnik do wiadomości, informacji, pogody, innych newsów nie działa, bo cały czas pozostajemy na tej samej stronie.
Jedyny działający odnośnik przekierowuje nas na stronę advancedafricanmango.com, równie pełną ściemy, na której jedyną akcją jaką możemy wykonać jest złożenie zamówienia. Nie ma ani polityki prywatności, ani formularza kontaktowego, ani regulaminu. NIC. Oczywiście zamawiamy darmową próbkę (wystarczającą na miesiąc) i płacimy za nią 16 PLN z naszej karty kredytowej (OCZYWIŚCIE). I teraz tak: dopiero w trakcie składania zamówienia pojawia się komunikat, że tak naprawdę wykupujemy abonament, oto jego treść:
Szczegóły automatycznej wysyłki: Składając dziś zamówienie otrzymasz opakowanie Advanced African Mango wystarczające na 30 dni, za które zapłacisz tylko 16 zl kosztów pakowania i przesyłki. Jeśli Advanced African Mango nie spełni twoich oczekiwań, zrezygnuj w ciągu 15 dni licząc od dziś, aby uniknąć opłaty za towar w kwocie 309,00 zl i zapisania do wyjątkowego programu automatycznej wysyłki Advanced African Mango. Jako uczestnik tego programu będziesz automatyczne co 30 dni otrzymywał nowe opakowanie wystarczające na 1 miesiąc, począwszy od 30 dni po otrzymaniu przesyłki i zostaniesz obciążony kwotą 309,00 zl plus koszty pakowania i przesyłki w kwocie 16 zl. Aby w dowolnym momencie zrezygnować zadzwoń na +48-223970382 lub odwiedź stronę advancedafricanmango.com/po aby uzyskać więcej informacji. Wartość transakcji będzie przeliczona według aktualnego kursu USD. Transakcja ta pokaże na wyciągu bankowym jako extmangobill.com.
Jak widzicie African Mango w tym wydaniu kosztuje ponad 300 PLN co jest zdzierstwem nad zdzierstwa moim zdaniem tym bardziej, że w innych sklepach (np. tutaj) wystarczy wydać na nie niecałe 150 PLN czyli o połowę mniej. Nie wiem jak was, ale mnie to wkurza. No dobra, powiecie, ale z cytowanego tekstu wynika, że z abonamentu można zrezygnować i to w dowolnej chwili, podano nawet numer telefonu. No to życzę powodzenia, zadzwoniłam tam, usłyszałam anglojęzyczne nagranie (żeby czekać i że rozmowa będzie rejestrowana bla bla bla czyli standardzik) po czym w słuchawce zaczęła grać muzyczka i … tak przez piętnaście minut. Po kwadransie odłożyłam słuchawkę. Gdybym faktycznie chciała zrezygnować (to był test, niczego nie zamawiałam) chyba krew by mnie zalała. Napisałam też email, ale obawiam się, że skoro i tak niczego u nich nie kupiłam odpowiedzi ani wyjaśnień nikt mi nie udzieli.


